Vołg.

Hej kochani! Mamy drugi lipca! Zapraszam na kolejny wpis.

Pisząc go o jedenastej w nocy nie miałem pojęcia, że napiszę takie głupoty.

>

>

>

Vołg. Znacie to czasopismo i wiecie, czym się zajmuje. Wiem także i ja, więc o tym dzisiaj porozmawiamy. Zastanawialiście się dzisiaj, wczoraj, jutro – nad tym, kim chcielibyście być? Kogo chcecie naśladować? Tak. Zastanawialiście się. Jak i ja.

Kiedyś chciano być jak Fredro, Sienkiewicz czy Chopin, teraz każdy chce być, jak Kim. Chce być Kim’ś. Czy to źle? Czy to źle, że szukamy wzorców? Że chcemy być jak inni?

Nie, cholera nie! Nawet, jeżeli chcemy mieć obszerne tyłki, rybie usta. Nigdy nie jest źle, kiedy chcemy być, tak po prostu. Czasami tylko zapominamy, że chcemy być sobą. O-sobą.

Chcemy być idealni tak, jak oni. Jak anioły z bilbordów. Czy to źle? – Nie, oczywiście, że nie. – Chcemy być piękni i przystojni, atrakcyjni i wzorcowi. Powinno być inaczej?

Jesteśmy idealni. Wybieramy najpiękniejsze zdjęcia, ukrywamy defekty, przemilczamy swoje wady. Ja jestem idealny. Bo… bo tak chcę. Jestem idealny, bo muszę taki być. Życie nie znosi bękartów, nie-ideałów. Mam być ideałem i nim jestem.

Nie dzisiaj.

Ideał z internetu przeobraża się w poczwarę w ciemnych ulicach. Jestem zły i zgniły w środku, ale tylko wtedy, kiedy tego chcę. Nie jestem idealny, bo nie muszę. Nie w momencie, w którym nikt nie patrzy.

Jestem samolubny, bo lubię myśleć o sobie, bo uważam, że moje szczęście jest ważne. Jestem samolubny, bo nie angażuję się w coś, co może wystawić mnie na niepotrzebny wysiłek. Jestem samolubny, bo zakopuję się w kompleksach tylko po to, by czuć się dobrze.

Tak, kompleksy są po to, aby nas pocieszać. Po co wyjść ze strefy komfortu; mam kompleksy i jest mi z nimi dobrze. Nie wyjdę na basen. Nie rozbiorę się przy nikim. Nie pojadę nad morze. Nie znajdę miłości, bo będę zbyt wycofany. Zakocham się, ale w ciszy. Nie wystawię się przecież na ryzyko.

Jestem tchórzem, bo nie umiem być altruistą. Bo lękam się wyjść za moje mury. Jestem tchórzem, bo niszczę wszystko, czego się obawiam. Bo boję się wszystkiego, co nie jest pod moją kontrolą.

Jestem leniem. Tak cholernym, że potrafię się nie myć przez tydzień, „bo nigdzie nie idę”. Jestem leniem, bo zamiast wyjść na miasto, poznać ludzi kiszę się w domu. Bo mi tam lepiej? Nie, bo tam nie muszę iść, tam już jestem.

Jestem sceptykiem. Wmawiam sobie, że rozpatruję wszystko racjonalnie, a tak naprawdę z góry zakładam przegraną. Nie umiem cieszyć się z wygranych i nie umiem płakać po porażce.

Przed chwilą nie zdałem matury. Olałem sprawę, bo mi tak lepiej. Nie będę nad nią płakał, i tak nie zmienię teraz wyniku.

Stalkuję. Tak. Bardzo, często i dokładnie. Kiedy ktoś mi się spodoba zaczynam śledztwo. Jeżeli nagle polubiłem wszystkie twoje profile to wiedz, że jestem na modzie „pervert”.

Nie lubię nutelli? Tak, nie znoszę jej. Nie może mi przejść przez gardło. Po prostu nie!

Płaczę jak baba. Oczywiście tylko do poduszki i kiedy nikt nie widzi. Potrafię użalać się nad sobą po kilka nocy i moczyć poduszki. Rano wstaję i żyję jak gdyby nigdy nic, przychodzi noc i kurek się odkręca.

Udaje, że nic mnie nie rusza. Gram, bo w te przepłakane noce daję upust zahamowanym przez mur obrazom mojego majestatu. Drwię sam z siebie pozorując, że jestem sarkastyczny i w ogóle cool, a tak naprawdę się umartwiam.

Lubię się umartwiać w tym specyficznym bólu jest specyficzna, nieopisana przyjemność. Nie tak jak orgazm, ale coś podobnego. Uczucie guli w gardle jest przyjemne (łink, łink).

Lubię być podziwiany, komplementowany i oceniany – uwielbiam to. Uwielbiam też czuć na sobie wzrok ludzi, szczególnie tej dziwnej gimbazy w fazie mutacji ciała, która patrzy się na mnie i taksuje z góry na dół. Nie wiedząc czemu, mówię do nich mentalne – „ Oj nie, nie… tego nie dostaniesz, w życiu!”

Ale to wszystko… to całe bycie zepsutym i „nie takim, jakim trzeba być” istnieje tylko, kiedy nikt nie patrzy. Kiedy mnie widzisz jestem w trybie Vołg. Jestem ideałem. Moje najgorsze wady znikają, a ja staję się perfekcyjny. Vołg mnie zmienia, bo coraz częściej mam problem z odróżnieniem, kiedy już mogę przestać udawać. Teraz każdy jest pod kamerą, życie bez Vołga na twarzy jest prawie niemożliwe.

>

>

>

A ty, kim jesteś, kiedy nikt nie patrzy?

Reklamy

2 thoughts on “Vołg.”

  1. „Kim jesteś,kiedy nikt nie patrzy?” – tym pytaniem narodziłeś we mnie rozmyślenia. Zaczynam zastanawiać się nad moim życiem, nad tym, czy to zdobywanie lajków, followersów itd. ma w ogóle sens. Nie lubię takich pytań, często prowadzą u mnie do melancholii, chociaż to nie zmienia faktu, że wpis jest świetny!
    Pozdrawiam,
    Michał Iwański
    – michaliwanski.pl

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s