Sense of Self – odcinek pierwszy

…Działać i nie patrzeć na tych, którzy się z was śmieją…

Reklamy

Witajcie, moi drodzy czytelnicy! Dzisiaj, jak brzmi zapowiedź plakatu na prawej stronie strony, zapraszam was na nową serię: Sense of Self czyli zbiór postów, które zawierają wywiady i rozmowy z osobami, które są dla mnie w jakiś sposób ważne. SoS to seria, która przybliży wam to, co w życiu najważniejsze, nie tylko dzięki moim wpisom i tym, co mówię ja, ale dzięki opiniom innych. Dowiecie się tego, co tak na prawdę jest tym- sensem naszego „siebie”.

Pierwszy odcinek tej serii poświęciłem osobie, która poprzez swoją działalność nie tylko inspirowała mnie i innych, ale i stała się jednym z powodów założenia bloga.

„Nieśmiesznie Śmieszni” to duet wspaniałych osób obdarzonych tym, czym mogą uszczęśliwiać innych – niezwykłym humorem i tym, co cenię najbardziej – dystansem.

Jak to się stało? –  No to jest tak… znam połowę składu „Nieśmiesznie Śmiesznych”, czyli Michała. Los tak chciał, że wylądowaliśmy w jednej klasie i od razu to on rzucił mi się w oczy, potem dowiedziałem się, że ma kabaret, następnie w wyniku… życia, zobaczyłem na żywo jeden z ich skeczy i stałem tam zadziwiony. Był jedyną osobą, w tamtym momencie, za którą chciałem iść i która mogłem uznać za autorytet. To nic, że był w moim wieku, był wyjątkowy w tym, co robił i tak, zazdrościłem mu. Nie tego, że ma kabaret, bo ja się do tego nie nadaję, ale zazdrościłem mu tego, że miał odwagę. Miął odwagę stworzyć wraz z Pawłem swój kabaret i dodatkowo rozwijać się w innej pasji, jaką jest BTTF i prowadzić największy w Polsce fanklub tej trylogii. To jest wszystko, za co go podziwiałem i nadal podziwiam, do tego mógłbym dopisać wiele, ale pozostawię was pytaniom, na które na szczęście zgodził się odpowiedzieć i przez to, nie tylko wzbogacił tego bloga, ale i mnie uszczęśliwił.

  1. Jak zaczęła się wasza przygoda z kabaretem?

Myślę, że to nie będzie zaskoczeniem.

Nasza przygoda zaczęła się podobnie jak większości komików i kabareciarzy.

Najpierw każdy z nas był śmieszkiem na spotkaniach rodzinnych, wśród znajomych, Paweł w podstawówce występował nawet podczas akademii szkolnych, jako Mariolka. Los tak chciał, że zaczęliśmy ze sobą współpracować, gdyż czuliśmy wzajemnie, że na scenie dobrze się dogadujemy i obaj mamy to, czego inni nie mieli – odwagę występowania, czy jak to mówią zazdrośni – robienia z siebie publicznie debila. To wszystko jakoś się zbierało. Nasze pojedyncze występy i pozytywny ich odbiór wśród publiczności spowodował wybuch, w konsekwencji, którego powstał nasz kabaret. Muszę też koniecznie zaznaczyć, że zapalnikiem byli Paranienormalni, gdyż to właśnie po ich występie, zapragnąłem podobnie jak oni nieść radość ludziom i występować na scenie. Forma kabaretu idealnie pasowała do naszych ambicji i oczekiwań.

GFH 12674889_1043309649075869_2027233989_o

 

  1. Co powoduje, że ty i twój kolega z kabaretu dobrze się dogadujecie, czy może macie czasem jakieś kłótnie, o np. skecze?

Do tej pory nie było żadnych porządnych kłótni ani sprzeczek. Staramy się zawsze dojść do kompromisu, wypróbować sposób Pawła, potem mój. Myślę, że ważną kwestią jest to, iż my nie ścigamy się ze sobą. Nie rywalizujemy na scenie. Wspólnie tworzymy kabaret, dla którego chcemy jak najlepiej. Obaj wiemy, że tylko działając razem uda nam się osiągnąć upragniony cel.

  1. Jakie były wasze początki, było trudno?

Muszę powiedzieć, że początki wcale nie były takie trudne. Bardzo pozytywny odbiór naszego kabaretu wśród znajomych i przyjaciół, tylko dodawał nam wiary w siebie. To było coś nowego w społeczności, w której żyliśmy na co dzień. Daliśmy przykład tego, że w obecnych czasach młodzi ludzie potrafią się jeszcze wspólnie zebrać i coś robić. Bez żadnego nakazu i nadzoru. Otaczało nas wiele osób, które podawały nam pomocną dłoń i dawały możliwość rozwoju. Z resztą jest tak do dziś. Według mnie, ważnym jest to, aby osiągając sukces nie zapomnieć, kim się tak naprawdę jest. Nie gwiazdorzyć. Być pokornym. Wtedy na drodze staje mniej przeciwności, a nawet, jeśli się jakieś pojawią, zawsze znajdzie się ktoś, kto nam z tym pomoże.

11418491_1043309072409260_86235436_n

  1. Czy dzięki kabaretowi spełniłeś, spełniasz swoje marzenia?

Mam wiele marzeń, których nie da spełnić się za pośrednictwem kabaretu, jednak rzeczywiście – wiele spełniło się właśnie dzięki tej działalności. Mogę się tu niejako spełniać. Piszę scenariusze, reżyseruję, odgrywam różne role, nagrywam filmy – ogólnie mówiąc robię to, co kocham, z tym jednak, że przy okazji daję radość ludziom. To jest dla mnie bardzo ważne. Choć w małym stopniu, to jednak staram się czynić ten świat lepszym i weselszym. W ten sposób spełnia się moje marzenie. Muszę koniecznie wspomnieć też o tym, że to właśnie dzięki Nieśmiesznie Śmiesznym miałem okazję być na występach oraz poznać się osobiście z wieloma wspaniałym, polskimi kabaretami. Rozmawiałem osobiście z moimi idolami z dzieciństwa- kabaretem Ani Mru-Mru. Poznałem się również z Igorem Kwiatkowskim i kabaretem Paranienormalni, który jak już wcześniej wspomniałem, był zapalnikiem do powstania naszego kabaretu. To jest niesamowite, kiedy „znasz” się ze swoimi idolami i za każdym kolejnym spotkaniem oni ciebie pamiętają i pytają, co słychać i jak rozwija się nasz kabaret…

  1. Jak kabaret wpłynął na twoje życie, towarzyskie, osobiste?

Na pewno dzięki kabaretowi, moje życie stało się ciekawsze.  Kabaret tak do mnie przyrósł, że jest czasami ostatnią pozytywną myślą w chwilach zwątpienia. Gdy mi źle, mój wewnętrzny głos podpowiada – „Hola, hola! A kabaret? Przecież czekają na Ciebie ludzie. Pomyśl, ile osób możesz jeszcze uszczęśliwić”. Będę szczery – od małego marzyłem, by być rozpoznawalnym. Jak się domyślasz, kabaret jak najbardziej mi to umożliwia.  W związku z tym, iż na nasze występy przychodzi zawsze sporo dziewczyn, występując na scenie robię sobie poniekąd reklamę matrymonialną.

  1. Czy czujesz, że kabaret to coś, co ci się w życiu udało czy może masz jakieś inne zdanie na ten temat?

Jak najbardziej uważam, że mi się to udało!

Kabaret to teraz nieodłączny element mojego życia.

 Wiem jednak, że nie mogę stać w miejscu. Muszę się w tej kwestii rozwijać, iść do przodu, zdobywać dalej, dać się poznać jeszcze szerszej widowni. Wszystko to na pewno dla samorozwoju, samozadowolenia, samospełnienia. Dalej jednak, głównym celem jest dawanie radości innym – a skoro widzę podczas występów ludzi, którzy się śmieją, albo, którzy podchodzą po występie gratulując nam i dziękując, wiem, że nie jestem już wcale taki najgorszy w tym, co robię- wręcz przeciwnie- udaje mi się robić to dobrze.

  1. Dlaczego „Nieśmiesznie Śmieszni”?

W naszej nazwie pokazujemy niejako dystans do samych siebie. Nazwa oznacza, iż jesteśmy na scenie tacy żałośni i nie śmieszni w tym, co robimy, że aż śmieszni. Ludzie nie śmieją się z treści, jaką chcemy przekazać, tylko z naszej nieudolności scenicznej. Czy tak jest w rzeczywistości? Nie wiem. Mam nadzieję, że nie.

  1. Czy chciałbyś coś przekazać, powiedzieć młodszemu sobie, i tym, którzy cię podziwiają, co radzisz im, by byli szczęśliwsi?

12722598_1043310089075825_2129467580_o

Nie będę w tym oryginalny, jeśli powiem, że należy robić to, co się kocha. Naprawdę. To działa. Trzeba znaleźć najlepsze rozwiązanie dla pełnego realizowania siebie i brnąć do przodu. Działać tak, by samemu być zadowolonym, ale przy okazji dawać radość innym. Nie można również zapominać, kim się jest i być po prostu sobą. Oryginalność każdego z nas jest naszym najlepszym materiałem promocyjnym. Działać i nie patrzeć na tych, którzy się z was śmieją, bo uwierzcie – potem to wy będziecie śmiać się z nich. Idąc własną ścieżką pokażecie, że jest jakaś alternatywa dla bezmyślnego pędzenia za tłumem. Niech zazdrośnicy nie zniszczą waszych ambicji i postanowień. Oni w ten sposób nie osiągną nic, a wy wręcz przeciwnie. Hmm, samemu sobie powiedziałbym bardzo wiele, jednak w kwestii kabaretu chyba wszystko robiłem na razie w porządku i nic bym nie zmienił.

Michał jeszcze ode mnie usłyszy, jak mu dziękuję i jak jestem wdzięczny ale tutaj też to napiszę. Inspirujesz mnie, inspirowałeś i rób tak dalej, bo nieważne jak jest to, to co robisz jest warte, nie tylko świeczki.

Dziękuję też wam. Dzisiejszy Sense of Self dobiegło końca. Czekajcie na kolejne.

Waszczi

2 thoughts on “Sense of Self – odcinek pierwszy”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s