Typy nauczycieli.

Chodzę do szkoły już od około 11 lat, i chyba nie żałuję niczego z tych wszystkich doświadczeń, jakie w niej doznałem. Szkoła, to coś relatywnie fajnego, trzeba się nastawić na takie myślenie. Wiele w niej przeżyłem i chyba jeszcze przeżyje, bo matura za rok (nie no, to jednak nie przeżyje)- i jednego, a właściwie jednych nie zapomnę.

Oprócz wielu ludzi, jakich poznałem pamiętam tych, którzy albo mnie czegoś nauczyli, albo, choć trochę próbowali zapamiętam – nauczycieli. Tych, którzy wyrywali sobie włosy z głowy, aby udowodnić mi, że jestem czegoś warty. Tych, którzy stawali na rzęsach by coś mi wyszło. ( Dobra! Nie okłamujmy się, nie było takich.) Ale byli ci, którzy gotowali mi krew w żyłach.

UWAGA – ten materiał nie ma na calu poniżenia zawodu nauczyciela czy sprowadzenia wszystkich nauczycieli do jednego stereotypu. Trochę dystansu, wiem, że wam już te szprychy pordzewiały od uspokajania gimbazy, ale no błagam.
  • FRANCUSKA DAMA

No to, to już czasem! Aghh!

Ten nauczyciel nie zawraca sobie głowy tym, że ktoś, kogo uczy może czegoś nie rozumieć. Ten pan/pani robi swoje i nie pyta nikogo o zdanie. Nie musi być to nauczyciel od francuskiego! Taka osoba uczy zazwyczaj języków. Nie patrzy czy ty go znasz, choć trochę, czy nie. To oczywiste dla niego, że na pewno coś zrozumiesz. A twoje głupie spojrzenie jest dla niego, o dziwo, potwierdzeniem, że zrozumiałeś.

-Czy mogę odebrać telefon?

– O no! en français!

– Ee.. Że muszę, telefonę (pokazując gestami to, co chcesz zrobić a on patrzy się i oczekuje słów) – sil wu ple!

Ale niee! Może tylko ja mam takie podejście do języków. Ale chciałbym uczyć się, oczywiście na początku, czegoś, co jest niezbędne by porozumieć się z kimś, kto włada innym językiem. Zamiast tego wkuwam deklinację i czasy. To ważne, tak! Ale lepiej nauczyć się po np. francusku, jak zamówić piwo, niż wkuwać odmianę czasowników z pierwszej grupy, czy coś podobnego.

  • KIJ W DUPIE

To niezła sytuacja. Ta nauczycielka, bądź nauczyciel, kiedyś na ognisku klasowym, usiadła na pieńku z gałązką z niego wystającą. No i tak już zostało. Kij w dupie nigdy nie opuści tej osoby!

Ten nauczyciel jest tak niepedagogiczny, że zastanawiam się czasem, dlaczego takich w ogóle do szkoły przyjmują. Ich przedmiot wydaje się być dla nich najważniejszy, nie mają przy tym zrozumienia dla uczniów, bo nie pamiętają, jaki Jan za młodu był, czy jakoś tak. (Chyba o byka chodziło, ale też pewnie nie.)

Drze mordę jak tylko może. Wydaje się być ciągle spięty i zestresowany. Taki nauczyciel nadaje się bardziej do wojska.

Tak nauczycielka obrała sobie za cel nienawiść do uczniów i rządzę skompromitowania ich i ich oczywistej niewiedzy w porównaniu do jej błyskotliwości.

– Durnie!

– Matoły! Małpy w buszu!

– Kiedy ja mówię… TO WY NIE!!!

– Chamów nienawidzę (już samo pytanie do takiej nauczycielki może zostać uznane za bezczelność i chamstwo)

– Jestem od was lepsza!!!

Wystarczy, że w złym czasie zaczniesz przepisywać coś z tablicy, przy czym nauczycielka kazała słuchać – masz przerąbane. Leci wkurw. Leci pretensja.

– Pamiętasz idioto jak ostatnim razem dostałeś 30 % ze sprawdzianu i pałę do dziennika! HA!

– No pamiętasz czy nie?! A wiesz, dlaczego 30 %! Bo tyle miałeś baterii w telefonie! Tumanie!

  • FAJNY MISIEK

Ten nauczyciel zapamiętywany jest najrzadziej, bo jest tym najlepszym. To on właśnie powoduje, że chcesz chodzić na jego lekcje. Bo zagmatwane teorie fizyki wyjaśni ci w prostych słowach i krótkich plebejskich porównaniach, bo nie jesteś astrofizykiem by rozumieć pojęcia POLARONU czy fononu. Ten nauczyciel przerwie na chwilę i usiądzie na ławce, daruje sobie to, że ktoś tam popija herbatę czy sok, a niech popija, to w lekcjach nijak nie przeszkadza. Zaśmieje się i powie jakiś (śmieszny) żart.

  • BAJKOPISARZE

Tacy ludzie podają ci temat lekcji. Powiedzą coś z tym związanego. Nawet podyktują krótką notatkę, ale potem…

Zaczną opowiadać. Zakładając, że temat jest o globalnym ociepleniu, zaczną gadać o tym, jak to byli w ciepłych krajach, na wakacjach i czego tam nie robili. Opowiadają i opowiadają aż przychodzi pięć minut przed dzwonkiem i zadają pracę domową do tematu, którego nie omówili.

I skoro opowiadałaś tak namiętnie o swoim mężu i co z nim zwiedzałaś, to oczekuję kilku pytań na sprawdzianie, dotyczących właśnie twojego męża. Bo to było na lekcji!

Bo kiedy dostanę pytanie o globalnym ociepleniu to jedyną rzeczą, jaką sobie przypomnę to twój mąż siedzący na kopcu termitów, jak opowiadałaś! Hę?

  • ZBOCZENIEC

No to już jest szczyt. Zazwyczaj są to wf-iści, jeżeli tak się to zapisuje. Ciągłe dotykanie i podteksty to normalka. Nie muszą to być ci, którzy uczą WFu. Nikt ich nie rozumie. Są dziwni. Jakby kombinacja Edwarda nożycorękiego i sfrustrowanego seksualnie Borata. Cokolwiek powiedzą brzmi to strasznie i obleśnie.

– No i …( patrząc namiętnie na ucznia z przodu) był stan wojenny… i uderzali mnie… pałkami – ton głosu jednoznaczny – a jakimi? Chcecie wiedzieć. Hem… dużymi pałkami…

  • LENIWA DUPA

Ten nauczyciel nie zada sobie trudu, by przyjść na lekcję z jakimkolwiek przygotowaniem. Usiądzie przy biurku, sprawdzi obecność, to i tak opcjonalne, bo mu się może nie chcieć.

 Jak wygląda lekcja?

– Przeczytajcie bieżący temat!- (Nie fatygując się nawet by samemu wiedzieć, jaki ten temat w ogóle jest).

– Zróbcie zadania 1 – 3 do tematu!

– Czytajcie w ciszy!

Tak przemija każda lekcja, a nauczyciel wychodzi na upragnioną przerwę by napić się kawy. Sprawdziany, nie wiem – jednym to pasuje – są z Internetu, a na poprawę nawet nie chce się (temu nauczycielowi) ich zmieniać. Jeszcze fajniejszą sytuacją jest, że taka leniwa dupa nagle odzyska zapal i na sprawdzian, którego nie nauczyła swoich uczniów przynosi coś z kosmosu!


Witajcie w niedzielnym poście! Wczoraj nie było SOBDEB, bo byłem chory, nadal jestem, ale już usiedzieć mogę. Dziękuję za czytanko! Do następnego

Waszczi

Reklamy

1 thought on “Typy nauczycieli.”

  1. Świetny post. Trafiłeś nim w samo sedno. Bardzo dobrze znam ten typ nauczycieli, który opisałeś. Jeśli chodzi jednak o typ zboka wśród nauczycieli wygrywa pan od fizyki. Pamiętam jak rzucił kiedyś tekstem do kolegi „chcesz potrzeć moją pałkę” podając mu jakąś rurkę, ale uśmiechał się szyderczo. Hah.

    kasia-kate1.blogspot.com

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s