Kiedy ktoś pożycza telefon.

Mam dopiero osiemnaście lat. Tak wiemy, to już prawie dorosłość. Zdajemy prawo jazdy, planujemy przyszłość. To czas nawiązywania kontaktów, które w pewnym odsetku stają się znajomościami na całe życie. W końcu zaczynamy się o kogoś martwić, opiekować się kimś, choć trochę.

Może i nie mam dzieci, całe szczęście, nie mam poczucia, że kiedy trzymam dziecko na rękach i ktoś nagle prosi abym je oddał; wpadam w panikę.

„Tylko trzymaj stabilnie”

„Nie upuść!”

„Masz tutaj wszystko, co potrzebne żeby mu było dobrze” (zarzucony torbami z pampersami itp.)

Ale znam to uczucie doskonale, ponieważ mam swój telefon.

CO?! Co to ma wspólnego?

Zachodzi tu pewna zależność. Wszyscy, których znam, się pod tym podpisują. Jeżeli masz telefon, a na pewno tak jest, jeżeli jesteś powyżej (nie wiem w jak młodym wieku dzieci dostają teraz telefony) około dziesięciu lat, to doskonale wiesz, o czym mówię, kiedy słyszysz:

„Czy mogę pożyczyć twój telefon?” – Przerażająca chwila, co nie?

I jestem pewien, że nie tylko ja, słysząc to, zalany jestem oceanem paniki i strachu, kiedy mam podać odpowiedź.

W myślach:

Co? Przecież ja nie mam telefonu.

Nie, nie bateria mi właśnie teraz padła, o przed chwilą.

Boże, dlaczego?!

I teraz wyjaśnię. Nie chodzi oto, że ci nie ufam. Nie, nie. Lubimy się tak długo, jak mój telefon trzyma się z daleka od ciebie. To nie jest tak, że boję się, że go upuścisz. Nie jest tak, że boję się, że zadzwonisz do mojej matki z wyznaniem miłości.

Umówmy się, w dzisiejszych czasach, każdy ma pęknięty ekran. Prawie wszyscy.

„-Matko, co się stało, masz pęknięty ekran.

– Yy, wiesz… za bardzo powiększyłem zdjęcie, no i ekran pękł ”

Nie wściekam się dlatego, wściekam się, bo całe moje żałosne i upokarzające życie prywatne, którego nawet tobie nie chcę ujawnić, jest w tym małym metalowym pudełku, to esencja wstydu i zażenowania.

Po tym, jak zobaczysz, co czai się w kartach pamięci mojego telefonu, prawdopodobnie z dobrego zdania o mnie zmienisz je na – to jakiś zboczeniec/idiota/dupek/dziwak itp.

I co mam powiedzieć, że co, że nie mam telefonu, kiedy trzymam go w ręce?

Daję ci go, a ty pytasz, – Jakie hasło?

– Że, przepraszam, kurde, co?! – Jaki sens jest w tym, bym mówił ci moje hasło, kiedy hasło to coś znanego dla mnie. Po tym, kiedy ci to powiem, masz dostęp do mojego konta, fb, twittera, stron, które potajemnie lubię, historii wyszukiwania.

I wtedy zaczyna się prawdziwe piekło, bo kiedy trzymasz mój telefon, sekundy trwają jak godziny, ciągną się i bolą. Dlaczego?

Bo obserwuję twój najmniejszy krok i ruch, patrzę co robisz by w odpowiednim momencie zareagować. To naprawdę boli!

Bo zobaczysz wtedy moje zdjęcia, milion selfików, z pozami kiedy próbowałem wyjść seksownie, a wyszło, że wyglądałem jak napity osioł. Zobaczysz ukryte pragnienia mego umysłu. Zobaczysz pussydonalda. Matko! Nie!!

Co mamy zrobić, taka jest prawda. Nic z tym nie zrobimy. Każdy ma w telefonie drugiego siebie, którego nikomu nie chce ujawnić.

No już kończę, jak zawszę urywam. Jeżeli wpis, choć trochę się z wami zgadza, dajcie like’a. Skomentujcie.

Waszczi.

Reklamy

3 thoughts on “Kiedy ktoś pożycza telefon.”

  1. Szczerze mówiąc nie mam jakiegoś większego problemu dać komuś telefon na chwilę, hasła przy blokadzie nie posiadam bo doprowadzało mnie do szewskiej pasji wpisywanie kodu, ale zazwyczaj jednak upewniam sie czy nie ma nic tam upokarzającego czy coś. Chyba to takie czasy, że za wszelką cenę, nie chcemy dzielić się cennymi rzeczami z innymi.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s